Tam dom twój, gdzie serce twoje!

Dlaczego Domy Dziecka w ogóle istnieją? Z jakiego powodu wciąż pękają w szwach? Czy nie można jakoś powstrzymać wyrodnych rodziców, którzy skazują swoje dzieci na

Dlaczego Domy Dziecka w ogóle istnieją? Z jakiego powodu wciąż pękają w szwach? Czy nie można jakoś powstrzymać wyrodnych rodziców, którzy skazują swoje dzieci na smutne dorastanie? Jeśli istnieją jakieś sposoby, to dlaczego się je tak słabo wykorzystuje…? A może jedyna nadzieja tkwi w dobrych ludziach, którzy decydują się na adopcję? Co jest najlepsze dla samego dziecka?

Niepodważalną i znaną chyba powszechnie każdemu prawdą jest fakt, iż jakieś 90% wychowanków Domów Dziecka posiada swoich rodziców, pozostali są sierotami. Z jakichś jednak powodów nie mieszkają z nimi. Co racja, niejednokrotnie się z nimi widują, nawet spędzają razem święta czy jeżdżą z nimi na wakacje, ale oczywiste, że nie jest to więź w pełni normalna – taka, “jak Pan Bóg przykazał “.

Główną przyczyną, dla której rodzice oddają swoje pociechy do takiej placówki są względy ekonomiczne. Wszechobecna bieda, panująca głównie na wsiach oraz na wschodzie kraju, dają się we znaki każdej rodzinie. Nie musi być ona patologiczna, ażeby źle się wiodło jej członkom. W momencie, gdy nie starcza już nawet na chleb, a dzieci trzeba przecież ubrać i wyprawić do szkoły, pojawia się dylemat: “kupić nowe spodnie jednej córce, leki dla najmłodszej czy nakarmić za to całą rodzinę? “. Brak pieniędzy, często połączony z bezrobociem, chorobami, czy wiecznymi awanturami, z reguły najczęściej popycha rodziców do podjęcia desperackiej decyzji: nie można dzieci tak krzywdzić, żeby niczego w życiu nie miały, lepiej będzie im w odpowiednim ośrodku wychowawczym. Nie jest to jednak łatwy orzech do zgryzienia. Takim rodzicom przychodzi to przeważnie bardzo ciężko, do końca życia już noszą w swych myślach przekonanie, że się nie sprawdzili, bo sami nie byli w stanie zapewnić tego, co było ich obowiązkiem dostarczyć. W związku z tym trudno byłoby oceniać postępowanie takich ludzi, gdyż ci robią potem wszystko, by nie stracić kontaktu ze swymi dziećmi. Odwiedzają je i w miarę możliwości zabierają gdzieś, by pobyć trochę razem. O zrzeczeniu się praw rodzicielskich nawet nie śmią słyszeć, gdyż wciąż mają nadzieję, że kiedyś nadejdzie taki piękny dzień, w którym będą mogli przekazać radosną nowinę: “jestem w stanie zapewnić dzieciom byt, dlatego zabieram je już stąd na zawsze “. I one też na to nieustannie liczą, bardzo kochają swoich rodzicieli…

A to już wiesz?  SoftLine Colletion - bielizna erotyczna

Są jednak również inne przypadki, kiedy rodzic żąda pozbycia go praw do dziecka. Tyczy się to głównie bardzo młodych dziewczyn, które zachodzą w nieplanowaną ciążę. Większość z nich myśli na początku tylko o jednym: poddać się aborcji. Kiedy jednak poczucie etyki i moralności jakimś biorą górę w takiej sytuacji, nie pozostaje im nic innego, jak urodzić i oddać dziecko, by w przyszłości znalazło sobie normalny dom, lepszy niż ten, który miałby ze swoimi biologicznymi rodzicami. Tu nie ma mowy o odwiedzaniu czy podtrzymywaniu jakichkolwiek kontaktów. Owszem, w bardzo skrajnych przypadkach któraś ze stron podejmuje próbę odnalezienia drugiej, ale jest to niezwykle rzadkie zjawisko.

Czy można w jakiś sposób przeciwdziałać tej ciągle na powrót uderzającej fali masowego oddawania dzieci do ośrodków wychowawczych? Z pewnością nie może to być akcja ani jednorazowa, ani przeprowadzana w pojedynkę. Ażeby przyniosło to jakikolwiek efekt, koniecznie musiałoby się włączyć w to całe państwo. Pewne jest, że rząd podejmuje zdecydowanie za małe wysiłki, ażeby wspierać rodziny. Dofinansowania, zasiłki i stypendia socjalne są znikome, pokrywają jedynie “kroplę w morzu potrzeb “. Oprócz tego koniecznie trzeba postawić w polskim szkolnictwie na przedsięwzięcia, uświadamiające młodym dziewczynom, co to jest bezpieczne współżycie seksualne, a przede wszystkim – jakie są jego skutki, zarówno te pozytywne (aby nie zniechęcić w przyszłości), ale przede wszystkim te negatywne (aby każdy mógł zdawać sobie z tego sprawę).

Co jeszcze można zrobić? Na pewno nie być obojętnym na cudzą krzywdę. Ileż to rodzin wokoło, które nie mają pieniędzy i ciężko wiążą koniec z końcem? Oczywiście, pełno, mamy przecież oczy. Dlatego powinniśmy zaczynać od najniższego szczebla i pomagać chociażby w niewielkim stopniu – dać mąkę, niepotrzebny sweter czy zwykłą margarynę, bo samemu “przypadkiem kupiło się za dużo, więc szkoda, by się zmarnowało “. Jeśli na przykład słyszymy u sąsiadów nieustanne awantury, szczególnie te wszczynane pod wpływem alkoholu, nie wolno tego bagatelizować. Wystarczy chociażby zadzwonić po policję albo poinformować jakiś ośrodek pomocy społecznej. Obowiązkiem takich instytucji jest w jakikolwiek sposób zareagować w takiej sytuacji.

A to już wiesz?  Włoskie smaki w polskiej kuchni

Opracowanie: Marta Akuszewska

Artykuly o tym samym temacie, podobne tematy