Kto nas wychowuje?

Zwykło się mówić, że każdego człowieka wychowują cztery różne środowiska: dom, szkoła, Kościół i ulica. Sprawdza się to dosłownie i w przenośni. Jak to wygląda

Zwykło się mówić, że każdego człowieka wychowują cztery różne środowiska: dom, szkoła, Kościół i ulica. Sprawdza się to dosłownie i w przenośni. Jak to wygląda zatem w praktyce? Która z tych wartości ma największy wpływ na nasze życie? Czy można się bez którejś obejść?

Pisząc “dom ” – sprawa wydaje się chyba oczywista i prawdopodobnie wiadomo, dlaczego umieściłam to na samym początku. Otóż, dom jest naturalnym miejscem, w którym bytuje każdy człowiek. Stąd wynosi właściwie wszystkie nawyki, zasady i poglądy, które – rzecz jasna – później ulegają transformacji, ale początkowo pokrywają się z tymi, jakie panują w domu. Rodzice to najbliższe osoby dla dziecka, od momentu jego narodzin. I tacy powinni też pozostać do końca jego życia, z czym niestety już bywa różnie.


To oni wskazują mu kierunek działań, wyznaczają granice pewnych zachowań, mówią, co jest dobre, a co złe. Siłą rzeczy musi się ono do tego przyzwyczajać i to respektować. Wie, że nie może czegoś zrobić, bo wywoła tym gniew swojej mamy lub taty. Nawet, gdy bawi się z innymi dziećmi mówi otwarcie, że “tego nie wolno, bo mi zabroniła mamusia “. Jako dziecko jesteśmy przeważnie bardzo posłuszni. Oczywiście, broimy i niejednokrotnie spędzamy swym rodzicom sen z powiek, bo zdarza się nam psocić i być niegrzecznym. Ale zdajemy sobie jednak sprawę, że mają oni nad nami przewagę, i to pod każdym możliwym względem. Czasem wobec tego krzyczymy, płaczemy i tupiemy nogami, ale to przecież takie niewinne i typowe dla każdego w tym wieku. Sytuacja jednak zmienia się diametralnie, gdy wchodzimy w okres dojrzewania. Niektórzy doświadczają jego nadejścia niewiarygodnie szybko, inni bardzo późno; jedni przeżywają go niezwykle burzliwie, inni dużo spokojniej. W dużej mierze zależy to właśnie od stosunków panujących w domu. Jeśli bowiem rodzice respektują ten fakt, że ich pociecha przestaje być dzieckiem i na siłę pragnie być traktowana “po dorosłemu “, dużo łatwiej dogadują się z nimi. Dorastające córki i synowie widzą wówczas w rodzicach po prostu swoich kumpli i dojrzewanie przebiega im w miarę łagodnie, bez pyskówek i ostrej wymiany zdań. Gorzej wygląda sprawa, gdy rodzice nie są aż tak liberalni i pragną pozostać przy wszystkich nakazach i zakazach, co przedtem. Tego już ich dzieci zaakceptować nie mogą, dlatego zaczynają się buntować. Niejednokrotnie robią to bardzo gwałtownie oraz agresywnie.

Przedmiotem głębszego zastanowienia się powinno być w tym momencie następujące pytanie: czy dom ma być tylko azylem, ma wyłącznie rozumieć, tolerować, akceptować i wspierać wszystko, byle tylko panował w nim spokój, czy wręcz przeciwnie – nie być obojętnym wobec tego, co złe, przez co niejednokrotnie rozpadają się silne niegdyś więzi rodzinne? To bardzo trudne i przed takim wyborem stoi większość rodziców. Szczególnie wtedy, gdy ich dzieci zaczynają autentycznie dojrzewać. Co robić? Pozwolić na więcej, a może właśnie nałożyć nowe obowiązki, skoro pociecha chce być taka dorosła? Jednoznacznej odpowiedzi niestety tutaj nie ma i nigdy nie będzie. Wszystko bowiem zależy od wielu czynników. Głównie od tego, na ile “dorosła ” dana osoba jest, a nie na ile chce być. Jeśli bowiem pragnie taka być w jakiejś konkretnej dziedzinie, która jej aktualnie odpowiada, to teoretycznie powinna być również w innej. I właśnie tu tkwi podstawowy błąd wychowawczy: pozwolić wykazać się w jednej “bardzo dorosłej ” sferze, przy czym jednocześnie pozostać dzieckiem w innej. A więc, na przykład, gdy rodzic aprobuje przez swoją córkę lub syna pić alkohol (obojętne, w jakich ilościach i czy przy jakiejś konkretnej okazji, czy nie), a w dalszym ciągu sprząta za niego w pokoju, wynosi brudne gacie i skarpetki lub – o zgrozo – odrabia za niego zadania domowe, no to trudno stwierdzić, że jest to poważny stosunek do kwestii wychowania. Właściwie nie ma jednej recepty na to, jaką “politykę ” powinno się stosować wobec dziecka, bo każde wymaga indywidualnego podejścia. Prawdopodobnie więc istotna jest ta, by być po prostu konsekwentnym. A więc coś na zasadzie: “chcesz być taki dorosły – to pokaż mi, że jesteś we wszystkim “. A potem bacznie obserwować – i koniecznie, dostrzegać rzeczywiste zalety w tym względzie. Dzięki temu dziecko będzie wiedziało, czy w ogóle warto mu się starać. Bo jeśli jego wysiłki nie zostaną zauważone (a przynajmniej nie uświadomimy go o tym), to wówczas wyjdzie z założenia, że mu się dalej tego ciągnąć zwyczajnie nie opłaca. Toteż – złe zachowania trzeba karcić, lecz nie krzykiem ani biciem, jeno spokojnym słowem (jednakże może być ono ironiczne i kąśliwe, byle nie w awanturniczym tonie – dzięki temu można w ogóle na dziecko wpłynąć, gdyż spokojny, lecz ciepły i serdeczny głos tylko utwierdzi dzieciaka w przekonaniu, że może robić coś źle, a i tak zostanie mu to wybaczone, więc będzie czynił tak dalej); no a oczywiście te dobre – podwójnie zauważać i nawet czasem nagradzać, lecz nie zawsze. Jeśli bowiem przyzwyczaimy córkę lub syna do tego, że za każdym razem, gdy się czymś wykaże, dostanie coś w zamian – stanie się jedynie materialistą, a tego przecież nie chcemy.

A to już wiesz?  SOFT & NATURAL

Konsekwencja konsekwencją – nie rozwiązuje to jednak wszystkiego. Jeśli jednak trzynastolatek będzie, załóżmy, bardzo dojrzały psychicznie, no trudno tutaj zakładać, że pozwolimy mu na przykład pić z nami piwo czy ćpać. Z resztą – ćpać nie powinien nikt, nawet człowiek dorosły, no ale bardziej “lekko ” – to może palić papierosy. No, to doskonały przykład tego, że konsekwencja nie zawsze się sprawdza. W takich więc kwestiach, jak różnego rodzaju używki, imprezy oraz współżycie – powinniśmy być dosyć twardzi. A więc, takie poglądy, jakie wpajaliśmy dziecku od małego, tu nie powinno się wiele zmieniać. Tylko wtedy, gdy będziemy konkretni i nie będziemy się nadto uginać, zasłużymy na jakikolwiek szacunek u swojego dziecka. Jeśli bowiem będzie ono znało nasze, rodzicielskie podejście do takich arcyważnych kwestii życiowych, toteż z pewnością, zanim cokolwiek będzie chciał zrobić złego, wbrew oczekiwaniom jego rodziców, zastanowi się, co oni na to powiedzą, gdy prawda wyjdzie na jaw. Czy bardzo ich w ten sposób zawiedzie? Często, mimo to, zdecyduje się na zły krok. Niejednokrotnie się sparzy. Czasem jego konsekwencje będzie musiał ponosić do końca życia. Ale i tak będzie sobie zdawać sprawę z tego, że to zaboli jego rodziców, że nie będzie im to obojętne. To jest właśnie respekt do nich – chociażby ten minimalny. Oczywiście, to nie usprawiedliwia jego negatywnych działań, ale po części umniejsza ich wagę, jeśli – na przykład – potrafi się do nich przyznać, a swych rodziców przeprosić, że zwyczajnie zawiodło ich zaufanie, jakie w nim pokładali.

Później na powrót jest dużo łatwiej rodzicom, gdy burzliwy okres przemija. Czasem przypada to jednak bardzo późno. Wówczas, niestety, nie ma się już praktycznie żadnego wpływu na swoje dziecko. Ale dobra wiadomość jest taka, że jest ono o wiele dojrzalsze, bo w końcu stało się dorosłym człowiekiem, odpowiedzialnym za wszystkie swoje czyny. Nie ma co już ingerować w jego życie. Oczywiście, obowiązkiem rodziców nadal jest je pouczać i sugerować własne zdanie, i tu się nic nie zmienia, ale niczego nie wolno nakazać ani zakazać, bo zamiast wypracować sobie szacunek – można o wiele więcej stracić. Do tego stopnia, że dziecko przestanie się do nas w ogóle odzywać.

Podsumowując: jak wychowuje nas dom? Dom pokazuje podstawowe wzorce – nie jest jednak powiedziane, że zawsze są one właściwe. Jednak przeważnie, w jakimś stopniu, są dobre. Początkowo dom wymaga ich przestrzegania, później o to usilnie prosi (z różnym skutkiem), a na końcu już tylko sugeruje, jak być powinno. Jeśli zachowane jest takie właśnie po sobie następstwo – to właściwie wszystko w porządku, taka bowiem kolej rzeczy. Jednak to tylko schemat, prawdziwe scenariusze pisze w końcu samo życie.

A to już wiesz?  Okno wewnętrzne już nie retro

Skupmy się teraz na kolejnych dwóch środowiskach, które po części są do siebie bardzo zbliżone, mianowicie: szkoła i ulica. Ta druga kojarzy się negatywnie. Ta pierwsza – niestety, coraz częściej już też. Aczkolwiek, mimo wszystko, szkoła pozostaje z pewnością w jakiejś wyższe hierarchii wartości. Ulica to właściwie oznacza dla nas jedno: syntezę pojęć takich, jak: przemoc, seks, alkohol, narkotyki, papierosy, złe towarzystwo, przeklinanie, odwracanie się od rodziny, uciekanie od problemów w zły sposób, sekta, i tak dalej. W każdym bądź razie nic pozytywnego. A może jednak dziecko może coś dobrego wyciągnąć z przysłowiowej “ulicy “, co przyda mu się w dalszym życiu? Sądzę, że tak. Zaiste są to na przykład zdolności przywódcze. Zdolności do organizowania jakichś przedsięwzięć. Zdolność słuchania innych, okazywania empatii, czy też zdolności przemawiania do dużej ilości ludzi. To mało? Przecież takie talenty nie rodzą się z niczego. Tym bardziej, jeśli nie otrzymało się ich w spadku od rodziców. Więc gdzieś musiało się je posiąść. Takim miejscem niejednokrotnie jest właśnie ulica! To tu można nauczyć się nie tylko tego, co złe. I warto o tym wiedzieć. To na podwórku dzieci po raz pierwszy stykają się ze swymi rówieśnikami i w praktyce mogą wykorzystać wszystkie te zasady współżycia i funkcjonowania w grupie, jakie wpoili mu wcześniej rodzice. Uczy się, jak to jest, że nie jest się samemu, ale obok znajdują się również inni, którzy mają podobne potrzeby. A więc – dziecko zaczyna się dzielić, pomagać, doradzać, i tak dalej. A to niezbędne, aby posiadło takie zdolności, bo w przyszłości będzie mu o wiele łatwiej. I wbrew pozorom, dobrze, jeśli nauczy się także walczyć o swoje. Jeśli szybko dostrzeże swoją wartość i będzie potrafiło się samemu obronić. To takie bezcenne! A od rodziców nie zawsze będzie mogło się tego nauczyć, jeśli ci wciąż będą mu wmawiać wyłącznie to, że zawsze trzeba być miłym i uśmiechniętym… Nie przewidują jednak tego, że są sytuacje życiowe, w których trzeba umieć zwyczajnie… odgryźć. Właśnie tego uczy często ulica. Za jej kontynuację można uznać jakoby szkołę, gdyż zasady współżycia w grupie się wiele nie zmieniają. Dochodzą tylko nowe obowiązki – a więc dzielenie się notatkami, czasem zadaniem domowym, może i nawet “dawaniem ściągnąć ” na sprawdzianie (trzeba dać czasem, bo inaczej słusznie dostaje się negatywną etykietkę egoisty i sknery). No i oczywiście nauka – jeśli na przykład koleżanka z ławki czegoś nie umie zrobić, nie rozumie – to trzeba jej wytłumaczyć, bo nauczycielka to nie zawsze potrafi zrobić to tak przystępnie, jak uczeń uczniowi potrafi objaśnić. Tak więc – zasady współżycia w grupie są podobne. Tyle, że nad wszystkim czuwają nauczyciele, wychowawcy, dyrekcja. A więc cały sztab ludzi, którzy działają w porozumieniu i w stałym kontakcie z rodzicami, czyli z domem. Środowiska się więc wzajemnie przenikają! Jak widać – to, czego nauczy dom, można wykorzystać w praktyce wpierw na przysłowiowej ulicy (tu również dochodzą kolejne zdolności i umiejętności), a to wszystko przenosi się na szkołę, która dalej kształtuje i wychowuje. Dodaje człowiekowi zalet, ale także wad. Czasem tych drugich jest znacznie więcej.

Szkoła i dom to często dwa odrębne bieguny. Niejednokrotnie się ze sobą ścierają i w związku z tym rodzi się konflikt: z kim się solidaryzować? Z rodzicami, czy z rówieśnikami? Stąd komplikacje w relacjach z innymi. Z czegoś trzeba zrezygnować. Ale z czego? Nie można przecież działać wciąż wbrew rodzicom, ale także nie można odstawać od młodych! I na co się tu zdecydować? To jest właśnie sprawdzanie naszej dojrzałości, na ile jesteśmy dorośli. Nie jest bowiem złem samym w sobie przeciwstawianie się rodzicom – chodzi tylko o to, by podejmować dobre decyzje. Dobre – nie tylko dla dziecka, ale ogólnie.

A to już wiesz?  Impreza pod palmami

No i ostatnie ze środowisk – Kościół. Ten wychowuje wielu, lecz nie wszystkich. Nie każdy dom chce żyć zgodnie z jego zasadami. Dużo rodziców nie przekonuje dzieci o istnieniu Boga, nie wyznacza dla niego przestrzeni. Nie pokazuje, jak bardzo jest ważne życie zgodnie z Jego przykazaniami. Czy można zatem uznać, że zawsze takie życie jest niemoralne? Nie. Wiele domów i “bez Boga ” potrafi przekazać wiele dobrych wartości. To może jednak nie jest to tak zupełnie bez Boga, tylko się o tym nie mówi, że religia to ważna sfera w życiu? Wydaje się, że właśnie o to chodzi. Nie da się ukryć, Kościół powinien wychowywać również, nie powinno się tego środowiska wychowawczego eliminować. Jednak nie można podawać dzieciom wszystkiego na tacy. Nie wystarczy powiedzieć: “nie kradnij “, nie tłumacząc, dlaczego. Co jest w tym złego, krzywdzącego innych. I jakie może to mieć skutki. Dzieciom, jak to się mówi, “trzeba tłumaczyć wszystko drukowanymi literami “. Cierpliwie i spokojnie. Nie musimy być specami od spraw religijnych, ale nie można wysługiwać się katechizmem i podręcznikami. Trzeba umieć wszystko objaśnić. No i przede wszystkim, wyznaczając przestrzeń dla spraw duchowych w życiu swojej pociechy, należy jednoznacznie określić, dlaczego się to w ogóle robi. Czemu religia jest tak istotna, a wiara w Boga i przestrzeganie Jego przekazań – jest kluczem do zbawienia. No i przede wszystkim – po co zbawienie jest takie ważne? Jeśli poda się wszystko na “surowo “, będzie to z pewnością trudne do przetrawienia. Wiele młodych osób się zwyczajnie zniechęca, bo na przykład ksiądz nie pasuje, bo sam ma dużo za uszami, to jak on ma uczyć moralności, i tak dalej. Trzeba wyrobić u dziecka taki tryb myślenia, że do Kościoła nie chodzi się dla ludzi, że nie należy patrzeć na innych, co robią – tylko dla samego siebie. I nie chodzi też o to, by przyjmować wszystkie zasady Kościoła bezsensownie. Bez zastanowienia. Wszędzie, tak jak w każdej innej sferze życia, trzeba mieć własne zdanie. To jednak nie oznacza, by się bezsensownie też buntować. I o tym warto pamiętać.

Powracając do samego początku: które z wymienionych powyżej środowisk mają największy wpływ na życie człowieka? Czy można którekolwiek wyeliminować zupełnie, bo nie jest konieczne? Na pierwsze tu postawione pytanie należy odpowiedzieć tak, że nie można jednoznacznie odpowiedzieć. Brzmi idiotycznie, a jednak. Naturalnie wydaje się, że dom, bo “to pierwsze miejsce “, i tak dalej. I dla większości osób faktycznie tak jest, że dom odcisnął największe piętno na ich dalszym życiu. Jednak, są też i tacy, których na przykład w głównej mierze wychowała ulica, Kościół lub szkoła… Czy można któreś wyeliminować? Wydaje się, że jeśli nie żyje się zgodnie z zasadami religii, to Kościół jest nieważny. Warto jednak wiedzieć, że nawet, jeśli teoretycznie nie wdraża się istnienia Boga w życiu, a żyje się w miarę moralnie – to i tak ów Bóg jest w jakiś sposób obecny! Toteż – podsumowując: nie można chyba zrezygnować z żadnego środowiska, gdyż każde kształtuje nas w odrębny sposób. Każde dodaje nowych zalet i zdolności, ale również i wad. Dzięki temu stajemy się w pełni dojrzali i potrafimy odnaleźć się w wielu sytuacjach życiowych!

OPRACOWANIE: Marta Akuszewska

Artykuly o tym samym temacie, podobne tematy