Daniel Qczaj: Tak zupełnie po swojemu płynę sobie strumieniem polskiego show-biznesu. Mam na tyle poukładane w głowie, że raczej nie odfrunę

Daniel Qczaj jest zadowolony z tego, jak potoczyła się jego kariera zawodowa i zapewnia, że wciąż będzie doskonalił swoje umiejętności po to, by nie zawieść fanów. Trener jest również świadomy tego, że magnesem, który przyciąga do niego tysiące kobiet są nie tylko jego kompetencje, lecz także bogata osobowość i sposób bycia. Nie udaje on bowiem kogoś, kim nie jest, i nade wszystko ceni sobie szczerość. Jeśli jest za co, to pochwali, potrafi też skrytykować, ale nie po to, by kogoś poniżyć, tylko wskazać mu odpowiedni kierunek działania. 

Qczaj ma za sobą traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, depresję, próby samobójcze, uzależnienia i bankructwo, ale dzięki sile charakteru i wytrwałości, udało mu się wyjść na prostą i zdobyć serca tysięcy fanów. Jego filmiki z treningami biją w sieci rekordy popularności. Dla wielu osób jest on najlepszym przykładem na to, że można pokonać wiele trudności i o siebie zawalczyć. Trener podkreśla, że medialny sukces nie przewrócił mu w głowie. Teraz jest na tyle dojrzałym człowiekiem, że wie, jak pokierować zarówno swoją karierą, jak i swoim życiem.

– Jestem w show-biznesie od niespełna dwóch lat, ale chyba już dość dużo udało mi się zrobić. Za chwilę, bo już 16 lipca, będzie premiera filmu, w którym zagrałem m.in. z Piotrkiem Stramowskim, więc czuję się fajnie. Czuję, że sobie tak po swojemu płynę tym strumieniem polskiego show-biznesu. Bawi mnie to i bawię się tym. Myślę, że dość mocno stoję na ziemi i mam na tyle poukładane w głowie, że raczej nie odfrunę, bardziej jestem rybką, która płynie, niż kimś, kto pofrunie po prostu do nieba – mówi agencji Newseria Daniel Qczaj, trener.

Film, o którym wspomina Qczaj to „Fighter" – historia o dwóch zawodnikach MMA, których zagrali Mikołaj Roznerski i Piotr Stramowski. Bohaterowie zmierzą się na ringu, ale również będą walczyć o miłość. Produkcję wyreżyserował Konrad Maksymilian.

Daniel Qczaj jest usatysfakcjonowany tym, że udaje mu się realizować zawodowe plany bez wchodzenia w układy i bez ślepego przyklaskiwania tym, z którymi mu zupełnie nie po drodze.

– Nigdy nie byłem osobą, która jakoś tam próbowała się komuś przypodobać, ale też nie jestem osobą, która jakoś na siłę szuka z kimś zwady. Po prostu nie umiem trzymać języka za zębami i jeżeli coś mi się nie podoba albo coś mi się podoba, to otwarcie o tym mówię. Jeżeli coś mnie wkurza, to mówię o tym i to po prostu różnie wychodzi, bo raczej u nas w Polsce, jak już ktoś jest szczery, to niezbyt nam pasuje ta szczerość. A moim zdaniem dobrze jest mówić o tym, co się myśli, oczywiście z kulturą i bez hejtu, ale żebyśmy się szanowali i żebyśmy też pozwolili sobie na to, żeby mówić o tym, co myślimy – mówi Daniel Qczaj.

Swoim przykładem Qczaj daje nadzieję innym i udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli się czegoś bardzo chce, to trzeba znaleźć odpowiednią ścieżkę do upragnionego celu. Podczas treningów czasem krzyczy, często siarczyście przeklina po góralsku, ale nikt tak skutecznie jak on nie motywuje do wytężonej walki o sylwetkę i kondycję.  

– Z mojej perspektywy warto być szczerym dlatego, że tym przyciągasz do siebie takich ludzi, których chcesz przyciągać. Nie chcę przyciągać wszystkich, jestem osobą, która bardzo się cieszy z tego, że przyciąga ludzi mądrych, fajnych ludzi, którzy niekoniecznie chcą kolejnego trenera, który będzie po prostu totalnie cieplutki i w ogóle. Chcą trenera, który też potrafi tupnąć i powiedzieć co myśli – mówi Daniel Qczaj.

Instagramowy profil Qczaja śledzi ponad 400 tys. osób.

Zrodlo informacji - Newseria

Authors

Top